Romantyczna Czerwień. Życie z jedną Felicją — rozmowa z Panem Henrykiem Palczewskim

Marta Calik-Tomera

Udostępnij

Jest 1989 rok. Polska na progu przemian, w powietrzu czuć już wiatr wolności, a Pan Henryk Palczewski odbiera nowiutką Skodę Felicię — w kolorze, który jak później ustali: „Romantyczna Czerwień”. Dziś, ponad trzydzieści pięć lat później, to wciąż jego samochód. Ten sam. Pierwszy i jedyny właściciel. Spotykamy się, by porozmawiać

Jest 1989 rok. Polska na progu przemian, w powietrzu czuć już wiatr wolności, a Pan Henryk Palczewski odbiera nowiutką Skodę Felicię — w kolorze, który jak później ustali: „Romantyczna Czerwień”. Dziś, ponad trzydzieści pięć lat później, to wciąż jego samochód. Ten sam. Pierwszy i jedyny właściciel.

Spotykamy się, by porozmawiać o motoryzacji, rodzinnej tradycji i niezwykłej lojalności — zarówno wobec samochodu, jak i wobec firmy Luzar, z której serwisem Pan Henryk związa jest już niemal dwie dekady.


Panie Henryku, pierwsza motoryzacyjna miłość — to już była Skoda?

Pierwszą styczność ze Skodą miałem mając 18 lat — była to Skoda Tudor. Bardzo mi się ten samochód podobał. Był prosty w konstrukcji — jak to w tamtych czasach, ale urokliwy. I ta prostota była jego zaletą. W rodzinie miłość do motoryzacji miała długie tradycje. Mój ojciec, taksówkarz przed wojną, jeździł Fiatem 508, potem kupił Chevroleta — tuż przed wybuchem wojny. Niestety, w czasie okupacji samochód przepadł. Jako sześcioletni chłopak jeździłem z ojcem do garaży na Zwierzynieckiej, gdzie był serwis. Wtedy wszystko się zaczęło.

Trudno sobie dziś wyobrazić odbiór auta, gdzie trzeba… pilnować kolejki na mrozie. A tak Pan zdobył Felicię?

Jako pierwszy nabywa stojącej tu Skody Felicji, przypomnę w jakich okolicznościach była zakupiona. Na przełomie listopad grudzień 1988_ styczeń 1989 zaistniałą możliwość kupna Felicji w firmie Bałtowski na ulicy Zakopiańskiej.

Tak, to była wyprawa z determinacją. W 1988 roku zapisałem się na listę kolejkową — prawdziwa kronika społeczna. Pilnowaliśmy kolejki pod salonem Bełtowskiego 24 godziny na dobę. Nikt nie pytał, tak jak dzisiaj w salonach: kawa czy herbata? Nikt nie zapraszał na rozmowę w komfortowym salonie. Zima była sroga, ale się udało. Byłem szósty na liście. Kiedy nadszedł dzień odbioru, dowiedziałem się, że dostanę samochód — i że jest czerwony. Mnie zależało właśnie na takim kolorze. Dziś wiem, że to była „Romantyczna Czerwień”. Ta nazwa idealnie oddaje moją relację z tym autem.

Chcąc mieć zagwarantowany zakup w liczbie kilku osób utworzyliśmy zespół zakładając listę imienna ewentualnych nabywców. Warunkiem bylo pełnienie dyżurów 24h na dobę i przez te miesiące i to obojętnie czy była to noc czy dzień. W warunkach bardzo często w tym okresie na mrozie w temperaturze-20 – 25 stopni, z własnym termosem z kawą lub herbatą. Bełtowskiemu ten porządek był na rękę, bo pozbył się awantur przy odbiorze aut. Takie to byku czasy, zapewne niezrozumiale dla obecnych nabywców, na przykład w salonie panie Pawła Luzara obecnie oczekując na zakup samochodu siedzi się w wygodnych fotelach, w cieple i serwuje się gorącą herbatę lub kawę.

Jest Pan jego jedynym właścicielem od 1989 roku. Nie kusiło nigdy, żeby zmienić na coś nowszego?

Nie. Nigdy. Felicja mi wystarcza. Moc? Wystarczająca. Komfort? Radziłem sobie bez klimatyzacji. A co najważniejsze — samochód był bezawaryjny. Wymieniałem tylko to, co trzeba. Dbałem o niego, jak się dba o coś ważnego. To wyniosłem z domu. Pamiętam, jak żona kupującego moją poprzednią Faworitkę powiedziała z uznaniem: „Gratuluję takiego utrzymania samochodu”. Tak było i jest do dziś.

A jak wyglądała wówczas sama transakcja zakupu auta?

Ryzykowna. Trzeba było wpłacić marki zachodnioniemieckie — zdobywane u cinkciarzy pod Hawełką w Rynku Głównym. A potem na Czarnowiejskiej, bez większych formalności, oddać je człowiekowi, który zapisywał wszystko w zeszycie. Dziś to brzmi absurdalnie. Wtedy to była norma.


Od metalurgii po turystykę — życiorys pełen pasji

Zawodowo związany był Pan z przemysłem hutniczym, ale i z miastem. Czy może Pan przybliżyć tę drogę?

Skończyłem metalurgię na AGH, pracowałem m.in. Fabryce Opakowań Blaszanych  potem przez niemal 40 lat w Artigrafie. Był też etap pracy w Urzędzie Miasta Krakowa, do którego trafiłem przez moje zaangażowanie w PTTK. Pracowałem przy inwestycjach i remontach kapitalnych szkół i przedszkoli.  Za tę działalność otrzymałem m.in. złotą odznakę Miasta Krakowa. Ale szczególnie bliskie sercu było odtworzenie Towarzystwa Urzędników Gminy Stołeczno-Królewskiego Miasta Krakowa — przedwojennej organizacji, którą udało się przywrócić do życia. To było jak ocalenie pamięci. Za wkład w jej odtworzenie zostałem zaproszony do grona członków honorowych. Takie rzeczy zostają w sercu na zawsze.

Jakie rady miałby Pan dla Młodych ludzi?

Niech pieniądze, które mają przeznaczają na zwiedzanie świata, to zostaje w człowieku na zawsze!
Ja nigdy nie zapomnę mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych, Nowy Jork, Las Vegas, Arizona.
No i co najważniejsze, to co mi najbardziej zależało, że zobaczyłem wielki kanion Colorado, to zostaje w człowieku na zawsze!


19 lat z Luzarem. „To był oczywisty wybór”

Kiedy po raz pierwszy trafił Pan do serwisu w Wieliczce?

31 marca 2005 roku. Bełtowski stracił wówczas autoryzację na Skodę, a ja zacząłem szukać nowego miejsca, gdzie ktoś zna się na rzeczy — i gdzie będę miał do kogo wrócić. Tak trafiłem do Luzara. I jestem tu już 19 lat. Dla mnie to nie tylko serwis — to miejsce, gdzie traktuje się ludzi z szacunkiem, gdzie zna się ich historię i samochody.

To wyjątkowa relacja. Co dla Pana oznacza taka ciągłość?

To rzadkość. A w świecie motoryzacji — prawdziwa wartość. Ja tu mam nie tylko pewność jakości, ale i ludzi, którzy mnie znają, którzy rozumieją, że Felicja to nie jest po prostu stary samochód. To część życia. Teraz samochód się użytkuje, kupuje się i wymienia na nowszy za dwa, trzy lata.

Z wielkim szacunkiem uznania za wieloletnie serwisowanie mojej Skody, składam uznanie i pełną gwarancję dla przyszłych klientów zagwarantowana firmie Auto Group Luzar prowadzona przez Pana Pawła Luzara.


Na koniec — pytanie, które chyba się nasuwa samo: ile jeszcze kilometrów przed Felicją?

Tyle, ile trzeba, teraz jest już pod opieką Pana Pawła Luzara, więc mam nadzieję, że jeszcze kilka przygód przed nią.


Pan Henryk Palczewski — inżynier, pasjonat motoryzacji, turystyki i historii Krakowa. Człowiek, dla którego samochód to nie środek transportu, ale towarzysz drogi. Wciąż w tej samej „Romantycznej Czerwieni”. Od 1989 roku.

Marta Calik-Tomera

Udostępnij

Formularz

Napisz do nas!

*Kontaktujemy się w ciągu 24h

Sprawdź inne usługi

Zapraszamy do kontaktu i odwiedzenia naszego salonu

Sprawdź osobiście

Odwiedź nas!

Zadzwoń lub napisz do nas, aby uzyskać więcej informacji.

Lokalizacja

Wieliczka 32-020, ulica Krakowska 33

wskazówki dojazdu

Nasze marki
Autoryzowany partner serwisowy